poniedziałek, 19 września 2016

W klasie, jak w klasie, co chwilę się biją

     Rozdaję ankiety; gimnazjaliści się śmieją; nie wiedzą, co to gimbusy (bus), czepiają się, nie rozumieją, "obrzucają błotem", rozkładam ręce: "przeczytaj dwa razy, jak nie rozumiesz", podchodzę do kolejnej osoby. Dziewczyny twierdzą, że nie mają problemów, gdy chłopacy się kłócą i popychają. Dawid mówi: "żeby dostać w ryj trzeba zasłużyć". Biję brawo, jestem dumna. Klasa się otwiera; wiem kto błazen, kto agresor, prowokator. Jest! Punkt dla mnie! Klasa nie daje szansy chłopakom na poprawę, uświadamiam im, że są na placu boju sami i że w nich wierzę; dostają szansę do piątku. Na świetlicy Jakub bawi się razem z maluchami, liczymy kto najwięcej skoczy przez skakankę. Ciekawe, jak długo będzie miły.
W domu opracowuję ankiety. 80% "Czy byłeś/aś ofiarą przemocy w szkole odpowiada, że "tak". Myślę nad strategią działania. Przez 8 lat nic się nie zmieniło w tej klasie, a ja w ciągu 45 minut mam zmienić ich zachowanie...cud, gdzie szukać cudu?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz