Kim być dla tych dzieci? Panią świetliczanką, która pozwala im od czasu do czasu na więcej "krzyku" i beztroskiej zabawy, pedagogiem profesorem, pedagogiem specjalistą, przyjacielem? A może wszystko na raz? Przyzwyczajeni są, że będąc ze mną na świetlicy, wychodzimy na boisko i plac zabaw, gdy świeci słońce, a gdy przychodzi zastępstwo nie mogę się odpędzić od pytań, kiedy wyjdą na dwór i już są rozkojarzeni. Trudno przestawić ich na właściwy tor i zobowiązać do większej pracy na lekcji. Są zagubieni. Ale w sumie się nie dziwię, bo także odnoszę wrażenie, że moja postawa w różnych funkcjach tej szkoły, zmienia się. Najpierw pracowałam w sekretariacie, na świetlicy biegali za mną i chcieli wpłacać pieniądze na dojazdy busem. Teraz jestem pedagogiem i próbując zrobić specjalistyczne dla nich zajęcia, nie mogą się doczekać, aż stanę się panią od świetlicy i dam się im pobawić. Jak to pogodzić?... Zastanawia mnie, czy połączenie dwóch etatów z różnych dziedzin, nie było błędem.
Dyscyplina. Nad tym muszę głównie popracować. Nawyki; zmiana nawyków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz