poniedziałek, 26 września 2016

Różnorodność zadań

     Moja szkoła jest wyjątkowa. Większość dzieci posiada, jak nie orzeczenie, to opinię z poradni. Magda- uczennica klasy I gimnazjum jest wśród nich. Pewnego pięknego popołudnia na lekcji j.polskiego podbiega do okna i krzyczy: "Proszę Pani! Proszę Pani! Mój tata przyjebał!" (oryginalna wypowiedź!) Pani lekko w szoku i dezorientacji pyta: "Magda, czy mogłabyś powtórzyć, bo chyba nie dosłyszałam?" "No, mój tata przyjebał!". Klasa w śmiech, Pani do okna, ojciec Magdy siedzi spokojnie w samochodzie przed szkołą. Magda ma problemy z wymową, posiada swoje słowa, których czasami nikt nie rozumie. 
Ale zabawnie jest, nie ma co. Ale nie o tym...
     Praca w szkole wymaga ode mnie wielkiej determinacji w poszukiwaniu rozwiązań i materiałów. Na szczęście pogoda dopisuje, więc świetlicę popołudniową robimy przed szkołą (młodsze dzieci na placu zabaw, starsze grają w piłkę, skaczą na skakance, rzucają bumerangiem, czasami gramy w warcaby na ławkach przed szkołą, rzucamy do celu lub urządzamy słowne potyczki). Dzieci na ogół się nudzą. Fakt, nie zaprzeczam. Mając na głowie kilkudziesięciu uczniów z różnej grupy wiekowej, chłopców wysportowanych, leniuszków, dziewczynki małozgrabne, ale chcące bardzo uczestniczyć w sportowych zajęciach i te dzieci "nie umiem", "nie mam sił", "brzuch mnie boli", a także odjazdy busa co 30 minut, ciężko zorganizować mi coś, co dałoby radę utrzymać w zainteresowaniu wszystkie dzieciaki jednocześnie. Od przyszłego tygodnia świetlica będzie się odbywała w sali- tam na pewno będziemy mieli więcej możliwości - plastyka, gry stolikowe, rebusy, kalambury. Lekcji jednak nie da się zrobić ze względu na dość dużą rozbieżność wiekową i różne odjazdy dzieci do domu. Mam jednak stałych bywalców, którzy są ze mną od początku do końca. To dla nich głównie staję na głowie, aby się nie nudzili. Ale po 4 godzinach świetlicy już im się nic nie chce. W sumie się nie dziwię.
     A oprócz tego muszę jeszcze przygotowywać scenariusze dotyczące doradztwa zawodowego i profilaktyki uzależnień, ponieważ już od tego tygodnia zaczynają się zastępstwa w klasach starszych. Dodatkowo prowadzę zastępstwa w klasach I-III na całe dnie, ponieważ dziewczyny często chorują. 
Robię wszystko, a brakuje mi materiałów i "mentora". Korzystam z gotowych materiałów zatwierdzonych przez różne projekty edukacyjne. Tak jest łatwiej, szybciej. Marzą mi się własne plansze, materiały, karty pracy uczniów, ale nie ma na to czasu. Dobrze, że istnieją dobrzy ludzie, którzy się dzielą swoją wiedzą. 
     Lubię to robić, choćby dla takich historii, jak ta powyższa. Codziennie jest dużo śmiechu.

poniedziałek, 19 września 2016

W klasie, jak w klasie, co chwilę się biją

     Rozdaję ankiety; gimnazjaliści się śmieją; nie wiedzą, co to gimbusy (bus), czepiają się, nie rozumieją, "obrzucają błotem", rozkładam ręce: "przeczytaj dwa razy, jak nie rozumiesz", podchodzę do kolejnej osoby. Dziewczyny twierdzą, że nie mają problemów, gdy chłopacy się kłócą i popychają. Dawid mówi: "żeby dostać w ryj trzeba zasłużyć". Biję brawo, jestem dumna. Klasa się otwiera; wiem kto błazen, kto agresor, prowokator. Jest! Punkt dla mnie! Klasa nie daje szansy chłopakom na poprawę, uświadamiam im, że są na placu boju sami i że w nich wierzę; dostają szansę do piątku. Na świetlicy Jakub bawi się razem z maluchami, liczymy kto najwięcej skoczy przez skakankę. Ciekawe, jak długo będzie miły.
W domu opracowuję ankiety. 80% "Czy byłeś/aś ofiarą przemocy w szkole odpowiada, że "tak". Myślę nad strategią działania. Przez 8 lat nic się nie zmieniło w tej klasie, a ja w ciągu 45 minut mam zmienić ich zachowanie...cud, gdzie szukać cudu?!

środa, 14 września 2016

Kim być?

     Kim być dla tych dzieci? Panią świetliczanką, która pozwala im od czasu do czasu na więcej "krzyku" i beztroskiej zabawy, pedagogiem profesorem, pedagogiem specjalistą, przyjacielem? A może wszystko na raz? Przyzwyczajeni są, że będąc ze mną na świetlicy, wychodzimy na boisko i plac zabaw, gdy świeci słońce, a gdy przychodzi zastępstwo nie mogę się odpędzić od pytań, kiedy wyjdą na dwór i już są rozkojarzeni. Trudno przestawić ich na właściwy tor i zobowiązać do większej pracy na lekcji. Są zagubieni. Ale w sumie się nie dziwię, bo także odnoszę wrażenie, że moja postawa w różnych funkcjach tej szkoły, zmienia się. Najpierw pracowałam w sekretariacie, na świetlicy biegali za mną i chcieli wpłacać pieniądze na dojazdy busem. Teraz jestem pedagogiem i próbując zrobić specjalistyczne dla nich zajęcia, nie mogą się doczekać, aż stanę się panią od świetlicy i dam się im pobawić. Jak to pogodzić?... Zastanawia mnie, czy połączenie dwóch etatów z różnych dziedzin, nie było błędem.
Dyscyplina. Nad tym muszę głównie popracować. Nawyki; zmiana nawyków.

sobota, 10 września 2016

10-lecie mojej szkoły

    Przez pierwszy tydzień nowego roku szkolnego przygotowywaliśmy się do uroczystości 10-lecia naszej szkoły. Dzieciaki szykowały się do przedstawień, natomiast cała reszta dbała o wystrój, sprzęt, muzykę i rajd rowerowy. Osobiście byłam pod wrażeniem przemówienia Dyrekcji. Czułam się wręcz oczarowana jej słowami i wczuwałam się w jej sytuację kiedy opowiadała o przeszłości. Szkoła istnieje od kilkudziesięciu lat, jednak 10 lat temu w wyniku reformy uczniowie mieli stracić szkołę, a nauczyciele pracę.  Zostało podjętych szereg działań, dzięki którym będzie można dalej się uczyć w małej, wiejskiej szkole. Dzięki otwartości na zmianę, wytrwałości, cierpliwości i współpracy wielu ludzi, powstało stowarzyszenie, dzięki któremu mam możliwość zmieniać rzeczywistość. Sentymentalnie do tego podchodzę także ze względu, iż w tej szkole uczyła się moja mama. Podczas uroczystości miałam okazję wystąpić przed zaproszonymi gośćmi, absolwentami, rodzicami i uczniami. To nie było moje pierwsze, tak duże wystąpienie, ale niewątpliwie bardzo emocjonalne ze względu na bliskie mi osoby siedzące na widowni.
     Podczas tak dużej organizacji uroczystości uczymy się współdziałania, możemy poznać zamiary i motywację innych osób; poznać ich poglądy, cierpliwość, a także wytrwałość. Patrząc na to wszystko z drugiej strony, mogę stwierdzić, że jestem osobą bardzo rozumną. Rozumiem zarówno osoby, które się bardzo szybko denerwowały swoimi zadaniami, a także tych, które pewne czynności przerzucały na inne. W takich sytuacjach lubię przypominać teorię systemową i wpływ dezorganizacji jednego członka na cały zespół. 
     Mimo napięcia i chaosu, wyłączonego kilkakrotnie prądu, uroczystość wyszła przepięknie. Tyle wartości w jednym miejscu; dawno nie czułam się tak zmobilizowana do działania. A w przyszłym tygodniu czeka mnie plan rozwoju, program profilaktyczny, plan pracy pedagoga i świetlicy szkolnej oraz kilka zastępstw. Jak ktoś mi mówi, że nauczyciel ma mnóstwo wolnego, to mam ochotę popukać go w czoło.

poniedziałek, 5 września 2016

Nic nie wzrusza bardziej niż wzruszenie

     Nowy tydzień w miejscu pełnym różnorodnych osobowości, z których każda wiekiem "przerasta" inne, staje się dla mnie codziennością; wymarzoną codziennością. Specyfika mojej pracy polega na m.in. "papierowych pożeraczach czasu", dzięki którym wszystko staje się uporządkowane i jasno z nich wynika, co może nas czekać w kolejnych dniach, czy tygodniach. Dzięki Paczce posiadam błogą cierpliwość do spraw organizacyjnych i perfekcyjnie przygotowuję "deklaracje świetlicowe" oraz porządkuję orzeczenia i opinie. Wszystkie dzieci znam osobiście, jednak specyfikę funkcjonowania w klasie i problemy dydaktyczne widzę, jak na razie na "papierku". Celowo nie wspomniałam o problemach wychowawczych, ponieważ z nimi spotykam się codziennie - mam przyjemność przebywać kilkanaście godzin tygodniowo na "morderczo wypełnionej" świetlicy dziećmi klas podstawowych I-VI i I-III gimnazjum; czasami jednocześnie! To wtedy dziwię się nad posiadaniem u siebie pewnych poziomów cierpliwości i tonu głosu.
     Kochane te nasze dzieciaczki. Najpierw urządzają pogrzeb stonodze "Frankowi", śpiewają pieśni pożegnalne, zatrudniają "płaczki", a gdy dochodzi do punktu kulminacyjnego, zaczynają obrzucać się wyzwiskami, popychać i na sam koniec niezręcznie wylewać łzy honoru (bo przecież "chłopaki nie płaczą"). W chwilach urządzania pokazu sił nadprzyrodzonych, przydaje się roczne trenowanie biegania. Oto ja: "miła Pani świetlicowa", czym prędzej pędzę w stronę rozwydrzonej widowni i stada wojowników "walczących o życie" i wydobywam z wnętrza mojej klatki piersiowej wysoki sopran, jednocześnie czekając na: "jak rozpętałem III wojnę światową". Oczywiście nic się nie dzieje, uciekają od siebie, jak spłoszone kurki. 
A wzruszam się, gdy te moje "wojowniki" grają z IIb w wisielca na tablecie i im podpowiadają.